Jesteś w
>> strona główna > wykonawcy > kanada
KONKURS |Wygraj: zaproszenia na imprezy
Artysta
DeadBeat
Imię i nazwisko: Scott Monteith
Pseudonim artystyczny: DeadBeat
Miejsce zamieszkania: brak
Urodzony: brak
Gatunek: dub
Strona internetowa: http://www.myspace.com/deadbeatcomputermusic
"Martwy bit", bo taki pseudonim wybrał sobie Kanadyjczyk Scott Monteith, znakomicie oddaje naturę tworzonej przez niego muzyki. Po pierwsze, martwy, bo elektroniczny, sztuczny. Po drugie, ponieważ bity w jego produkcjach rzeczywiście przywodzą na myśl wydobywające się gdzieś spod wody czy ziemi (trumny?!) dudniące odgłosy płynące leniwie w przestrzeni. Pieszczące uszy basy, niskie jak temperatura na Kamczatce w Święta. Syn terapeutki Reiki i pastora swoje pierwsze muzyczne doświadczenia zbierał śpiewając w kościelnym chórze. Jako nastolatek szybko odkrył uroki acid rocka i zaczął wymykać się do Toronto na weekendowe rave’y gdzie poznał swoich przyszłych współpracowników i przyjaciół: Mike’a Shannon’a i Jeff’a Milligan’a.
Dj’owaniem zajął się na przełomie 94i95 roku zainspirowany głównie tzw.”muzycznym przebudzeniem” zapoczątkowanym przez Basic Channel i Maurizio records, grając głównie ambitne i „dubby” techno.
Krótko potem przeniósł się do Montrealu w poszukiwaniu nowego, świeżego startu.
Tak się złożyło, że po przeprowadzce zamieszkał z kolegą – fanem reggae, który nie znosił muzyki elektronicznej i postanowił „nawrócić” Scotta objawiając mu piękno klasycznych korzeni muzyki reggae, ska i dub’u. Po tym objawieniu, Scott szybko stał się integralną częścią właśnie początkującego w Montrealu nurtu muzycznego razem z takimi osobowościami jak Akufen czy Tim Hecker. Zajął się organizacją cyklu imprez, które przyniosły mu znajomość z twórcami przyszłego MUTEK Festival (Alain Mongeau, Eric Mattson, Vincent Lemieux).
W latch 1999 – 2003 uczył się i doskonalił swoje umiejętności muzyczne pracując dla Applied Acoustic Systems przez dogłębne poznanie i zrozumienie technicznego aspektu powstawania i syntezy dźwięku.
Mówi się, że jego muzyka jest zdeterminowana przez proces techniczny, lecz jak uważa sam Scott to nie do końca prawda: „Dźwięk może być interesujący i ekscytujący sam w sobie zarówno z technicznego jak i estetycznego punktu widzenia, ale jeśli to wszystko, co w sobie kryje, szybko stanie się nudny do słuchania. Jestem coraz bardziej skoncentrowany na tworzeniu własnego „brzmienia” niż na kreowaniu po prostu nowych dźwięków”.
Scott jest bardzo płodnym kompozytorem i performerem. Jego utwory pojawiły się na ogromnej ilości składanek i kompilacji. Po swoim debiutanckim albumie „Intr_version” – „investigation of dub on the cellular level”, serii 12-calówek i w końcu LP „Wildlife documentaries” na nowo odkrył dub dla słuchaczy na całym świecie.
"New World Observer" to kolejny album wydany przez Scotta w berlińskiej stajni ~scape, miejsca znanego fanom niekonwencjonalnej i intrygującej muzyki elektronicznej. Album zdecydowanie najlepszy, choć nie tak dopieszczony technicznie jak ostatni, rojący się od klików "Something Borrowed, Something Blue". Cały czas słychać charakteryzujące muzykę Monteitha dub i niemieckie techno (spokojnie, nie techno z kanału Viva).
Godzinna propozycja Deadbeata przypomina podróż łodzią podwodną. Rozwlekłe ambientowe tekstury stanowią idealne tło, są jak otaczająca statek woda, gęste i dudniące basy cisną w uszy, a porozrzucane (tylko pozronie niedbale!) wszędzie kliki brzmią jak odgłosy oceanu. Dominuje tu spokój, ale nie jednostajność. Kompozycje Deadbeata rozwijają się wolno, budując odpowiednie napięcie, a przyjemne basy doskonale nastrajają do odbioru jego muzyki. Muzyka tła, myślicie pewnie? Ano, jednak nie, jest zbyt gęsta, miejscami wręcz dusząca, klaustrofobiczna, właśnie jak łódź podwodna. Dlatego niektórym może wydawać się zbyt męcząca i wymagająca.
Po raz pierwszy też, Deadbeat skorzystał z pomocy wokalistki - Athesii - krajanki z Montrealu. "Port-au-Prince" zachwyca połączeniem jej głosu z zadymioną, piekącą słońcem atmosferą haitańskiej stolicy. Brzmi jak akompaniament do miejscowego rytuału voodoo. Zachwycający utwór.
Ciekawostką jest też polityczny wymiar "New World Observer". Sugeruje go tytuł albumu, wraz z niektórymi utworami, m.in. "Abu Ghraib", czyli słynne irackie więzienie. Sam Scott przyznaje nawet w jednym z wywiadów, że nie wyobraża sobie by ostatnie wydarzenia na świecie nie wpłynęły na artystów i by nie znalazło to odbicia w ich twórczości.
Wkładajcie kapoki i na pokład marsz. Statek Deadbeata zabierze Was tam, gdzie jeszcze nie byliście
Zobacz również:
- Aktualności: Deadbeat ponownie w Polsce
- Aktualności: Deadbeat także w Warszawie
- Aktualności: Nowy Deadbeat pod koniec maja
- Aktualności: Deadbeat w Cieszynie!
- Aktualności: Deadbeat z nowym albumem na Wagon Repair
- Recenzje: Something Borrowed, Something Blue
- Recenzje: Journeyman's Annual
Komentarze: [0]